Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wieczór, w którym przestałem udawać, że wszystko jest w porządku
#1
Video 
Pamiętam ten dzień doskonale — była środa, koniec listopada, za oknem szarówka taka, że człowiek zastanawia się, po co w ogóle wstaje z łóżka. Wróciłem z pracy, rzuciłem kurtkę na krzesło, otworzyłem lodówkę, zamknąłem lodówkę. Pustka. Nie chodziło o jedzenie. Chodziło o wszystko inne. Od jakiegoś czasu kasyno epicstar było jedynym miejscem, gdzie nie czułem tego ciężaru, który nosiłem w klatce piersiowej od miesięcy. Brzmi dramatycznie? Może. Ale taka była prawda.

Nie jestem jakimś hazardzistą z filmów, co to stawia dom pod zastaw. Pracuję w biurze, mam kredyt na mieszkanie, kota, który mnie ignoruje, i telefon, który codziennie rano pokazuje te same powiadomienia. Problem polegał na tym, że moje życie stało się jednym wielkim powtarzaniem tych samych dni. Wstaję, jadę, siedzę, wracam, zasypiam. I w tym całym mechanizmie gdzieś zniknąłem ja. Więc kiedy po raz pierwszy trafiłem na epicstar — przypadkiem, z reklamy, która wyskoczyła mi między artykułem a memem — pomyślałem: a co mi szkodzi. Jedno kliknięcie. Potem drugie.

Na początku było fatalnie. Naprawdę. Wpłaciłem sto złotych, myśląc, że to przecież nic wielkiego, że sobie pogram wieczorem i tyle. I wiecie co? Przegrałem to w dwadzieścia minut. Szybciej niż zrobiłem herbatę. Siedziałem z kubkiem w ręce i patrzyłem na ekran, na którym świeciło się wielkie zero, i czułem się jak ostatni idiota. No bo kto normalny wpłaca pieniądze, żeby je stracić w kwadrans? Zamknąłem laptopa, poszedłem spać, obiecałem sobie, że więcej tam nie zajrzę. Klasyka. Obietnica z tych, które się łamie jeszcze przed śniadaniem.

Minęły może trzy dni. Czwartek, piątek, sobota — a w sobotę wieczorem znowu siedziałem sam w mieszkaniu, z serialem, którego nawet nie oglądałem, i z myślą, że niedziela będzie równie pusta jak sobota. I wtedy przypomniałem sobie o epicstar. Nie dlatego, że chciałem wygrać. Dlatego, że chciałem poczuć cokolwiek innego niż to przytłaczające nic. Tak, wiem, jak to brzmi. Ucieczka. Ale właśnie tym było — ucieczką od rzeczywistości, która od jakiegoś czasu wydawała mi się zbyt ciężka, żeby ją nosić na co dzień.

Tym razem podszedłem do tego inaczej. Nie wpłacałem od razu. Najpierw poczytałem, co i jak, jakie są gry, jakie zasady, jakie szanse. Odkryłem, że epicstar ma całkiem sporo opcji — sloty, ruletkę, blackjacka, gry na żywo z prawdziwymi krupierami. I szczerze? To mnie wciągnęło nie samym hazardem, a tym, że miałem poczucie, że robię coś, co wymaga ode mnie skupienia. Po całym dniu odpowiadania na maile i udawania, że wszystko jest super, nagle siadałem do stołu i musiałem myśleć. Liczyć. Decydować. To było dziwnie oczyszczające.

Zacząłem od blackjacka. Ustawiłem sobie limit — dwieście złotych, koniec, kropka. I tym razem, zamiast klikania na oślep, naprawdę się w to wkręciłem. Pierwsze rozdanie przegrałem. Drugie też. Trzecie wygrałem i poczułem coś, czego dawno nie czułem — małą, głupią radość. Nie chodziło o pieniądze, bo wygrałem może trzydzieści złotych. Chodziło o to, że przez chwilę nie myślałem o rachunkach, o szefie, o tym, że od pół roku nie odezwałem się do nikogo z dawnych znajomych. Byłem tu i teraz. Tylko ja, karty i krupier na ekranie, który uśmiechał się tak, jakby naprawdę mnie lubił.

Przez kolejne tygodnie epicstar stało się moim wieczornym rytuałem. Nie codziennym — pilnowałem się. Ale kiedy czułem, że dzień był zbyt ciężki, że zaraz wybuchnę albo się rozpłaczę, siadałem do komputera i grałem. Czasem wygrywałem, czasem przegrywałem, ale nigdy nie przekraczałem swoich limitów. Nauczyłem się, że to nie musi być o zarabianiu. To może być o oddechu. O tym, że przez godzinę jestem kimś innym — kimś, kto ma kontrolę, kto podejmuje decyzje, kto może wygrać albo przegrać, ale to on decyduje.

Pamiętam jedną noc szczególnie. Było już po północy, siedziałem przy ruletce na żywo i trafiłem trzy razy z rzędu na czerwone. Wpłaciłem wtedy sto złotych, a na koncie miałem prawie pięćset. Wiem, że to nie milion, że to nie historia z filmu. Ale dla mnie to był moment, w którym poczułem, że los jednak czasem się do mnie uśmiecha. Zamknąłem laptopa, wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa (wiem, wiem, wracam do nałogu) i patrzyłem na miasto. I pierwszy raz od dawna pomyślałem, że może nie jest ze mną tak źle. Może dam radę.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak reklama. Nie chcę mówić, że kasyno mnie uzdrowiło. Nie uzdrowiło. Ale dało mi coś, czego potrzebowałem — przestrzeń, w której mogłem odłożyć na chwilę swoje problemy i po prostu być. Brzmi głupio? Może. Ale wielu ludzi idzie do baru, żeby zapomnieć. Ja wolałem usiąść do blackjacka. I wiecie co? To było moje.

Dziś nadal czasem wchodzę na epicstar. Nie tak często jak kiedyś. Zacząłem chodzić na siłownię, zapisałem się na kurs hiszpańskiego, nawet odezwałem się do starego kumpla. Ale kiedy czuję, że rzeczywistość znowu mnie przygniata, wiem, gdzie zajrzeć. Nie po to, żeby uciec na zawsze. Po to, żeby złapać oddech. A potem wrócić.

Bo czasem trzeba się schować na chwilę, żeby móc znowu stanąć twarzą w twarz ze światem.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości