Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Noc, w której serwerownia stała się moim konfesjonałem
#1
Pamiętam ten wieczór, kiedy po raz pierwszy wpisałem w wyszukiwarkę epicstar kody, choć tak naprawdę nie szukałem żadnego bonusu. Szukałem dziury w rzeczywistości, w której mógłbym się schować. Miałem trzydzieści cztery lata, rozpadające się małżeństwo, psa, który patrzył na mnie jak na rozczarowanie, i pracę, w której codziennie udawałem kogoś, kim nie byłem. Wszystko to brzmi jak tani scenariusz, prawda? Ale wtedy, w moim małym mieszkaniu na obrzeżach Łodzi, to było najbardziej prawdziwe uczucie, jakie znałem. Nienawidziłem ciszy, bo w ciszy słyszałem własne myśli. A one nie miały dla mnie litości.

Zacząłem od przeglądania stron z opiniami. epicstar kody pojawiały się w kółko — jakieś promocje, jakieś obietnice. Nie wierzyłem w nie. W ogóle nie wierzyłem w szczęście. Ale zarejestrowałem się. Ot tak, żeby mieć coś do zrobienia o dwudziestej trzeciej, kiedy nie mogłem spać. Pierwszy wieczór był katastrofą. Wpłaciłem sto złotych, przegrałem w ciągu jedenastu minut. Siedziałem z otwartymi ustami, patrząc na ekran telefonu, i czułem coś dziwnego. Nie złość. Ulgę. Bo przez te jedenaście minut nie myślałem o żonie, która spała w drugim pokoju, nie myślałem o ojcu, który od dwóch lat nie odebrał ode mnie telefonu, nie myślałem o tym, że moje życie rozsypuje się jak suchar. Przegrałem, ale wygrałem coś innego: krótką przerwę od samego siebie.

To stało się rytuałem. Wracam z pracy, karmię psa, gotuję makaron, siadam na balkonie, palę jednego papierosa, a potem otwieram laptopa. epicstar kody wpisuję już odruchowo, jakby to był login do banku. Niektóre działały, niektóre nie. Ale nie chodziło o kod. Chodziło o moment, w którym ekran się ładuje, a ja na dwie, trzy godziny przestaję być sobą. Staję się kimś, kto ma szansę. Kimś, kto może wygrać. Kimś, kto nie jest przegrany.

Pewnej nocy, gdzieś w połowie listopada, wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię do końca wyjaśnić. Nie chodzi o wielką wygraną — nie, nie oszukujmy się, nie zostawiłem pracy i nie kupiłem lamborghini. Ale wygrałem wystarczająco, żeby poczuć, że ten cały bałagan ma jakiś sens. Wpłaciłem wcześniej sto pięćdziesiąt złotych, a po dwóch godzinach na koncie miałem ponad tysiąc dwieście. Pamiętam, że wstałem od biurka i roześmiałem się na głos. Pies podniósł łeb i spojrzał na mnie jak na wariata. Może i byłem wariatem. Ale byłem wariatem, który przez chwilę czuł się jak ktoś, kto wygrał los na loterii.

Nie chodziło nawet o pieniądze. Chodziło o to uczucie, że los jednak mnie widzi. Że ta cała rzeczywistość, od której uciekałem, ma jakieś tylne drzwi. I że ja je znalazłem. Tej nocy nie spałem do trzeciej. Nie grałem już — po prostu siedziałem i patrzyłem w sufit. Myślałem o tym, ile razy w życiu czułem się tak, jakbym był niewidzialny. W szkole, w pracy, w domu. A tutaj, w tym małym okienku przeglądarki, nagle stałem się widoczny. Brzmi głupio? Wiem. Ale wtedy to było dla mnie wszystkim.

Przez następne tygodnie grałem dalej. Czasem wygrywałem, czasem przegrywałem. Raz wpadłem w ciąg, w którym przez trzy dni z rzędu wpłacałem po dwadzieścia złotych, bo myślałem, że „zaraz się odbije”. Nie odbiło się. Ale nie czułem się ofiarą. Czując się jak ktoś, kto świadomie wybiera ucieczkę, a nie ktoś, kto jest jej ofiarą. To była różnica, która trzymała mnie przy zdrowych zmysłach.

Pamiętam też ten wieczór, kiedy przyłapała mnie żona. Weszła do pokoju o dwudziestej drugiej, a ja szybko zamknąłem laptopa. Spojrzała na mnie i powiedziała: „Ty znowu to robisz”. Nie krzyczała. Była zmęczona. A ja poczułem wstyd, ale też coś w rodzaju dumy. Bo po raz pierwszy od lat robiłem coś, co było tylko moje. Nie dla niej, nie dla szefa, nie dla ojca. Dla siebie. I choć brzmi to okropnie egoistycznie, to właśnie wtedy zrozumiałem, że muszę coś zmienić. Nie przestałem grać od razu. Ale zacząłem chodzić na spacery. Zacząłem pisać. Zacząłem rozmawiać z psem więcej niż z ludźmi, ale to też był krok.

Z czasem epicstar kody przestały być dla mnie kodami do ucieczki. Stały się raczej przypomnieniem, że kiedyś byłem w bardzo ciemnym miejscu i znalazłem tam coś, co mnie nie zabiło. Nie chwalę hazardu. Nie namawiam nikogo. Mówię tylko, jak było. Byłem człowiekiem, który uciekał od rzeczywistości, a znalazłem w tym wszystkim coś, co nauczyło mnie, że rzeczywistość nie musi być wcale taka straszna, jeśli ma się choć jedną rzecz, która należy tylko do ciebie. Nawet jeśli ta rzecz to kilka kliknięć i nadzieja, że tym razem się uda.

Dziś mam inne życie. Nie idealne, ale inne. Czasem wracam do tego wieczoru, kiedy wpisałem epicstar kody po raz pierwszy, i myślę, że to nie był przypadek. To była potrzeba. A potrzeba, jak wiadomo, jest matką wynalazków. Może nie wynalazłem szczęścia, ale wynalazłem sposób, żeby przetrwać. I to też jest coś. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz, ale zawsze coś zostaje. Nawet jeśli to tylko wspomnienie nocy, w której śmiałeś się do psa, bo wygrałeś tysiąc dwieście złotych i poczułeś, że świat jednak o tobie pamięta.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości